Jak zarobić na sporcie?

Jak zarobić na sporcie? Czy da się założyć biznes i zarabiać pieniądze na pasji do sportu? Sprawdźmy to.

Arkadiusz Słodkowski, , Biznes i sport, Rady dla ćwiczących

Szykując się do otwarcia biznesu sportowego, trzeba dobrze wybrać rodzaj aktywności. Najlepiej wpisać się w szerszy trend, może nawet podłączyć się pod modę, jaką ostatnio jest bycie fit. Gdy biznes jest sprawdzony, nasze szanse rosną. Dziennikarze portalu Franchising.pl zajmującego się pomysłami na własny biznes przygotowali dla naszego portalu analizę kilku biznesów ze świata sportu i fitnessu: klubu biegacza, siłowni, klubu fitness i zajęc z akrobatyki dla dzieci.

FRANCZYZA w SPORCIE, czyli KLUB BIEGACZA

– Boom na bieganie zaczął się w Polsce w 2011 roku i szybko zdobył rzesze fanów. Pasja do biegania poparta doświadczeniem, niskie koszty inwestycji oraz ogromna grupa docelowa powodują, że nauka tego sportu może stać się dochodowym biznesem. – mówi Weronika Zielińska, współzałożycielka klubu dla biegaczy 12tri.pl, który powstał w tym samym roku. – Potwierdzeniem szybkiego wzrostu popularności tego sportu były eventy biegowe, na których frekwencja bywała o 100 proc. większa niż planowana liczba zawodników. Przerastało to najśmielsze oczekiwania organizatorów, którzy musieli dzielić biegaczy na kilka tur – dodaje.

      Także dziś popyt na bieganie utrzymuje się na wysokim poziomie, co można obserwować po liczbie zawodników biorących udział w maratonach lub zorganizowanych biegach. Co więcej, moda na bieganie zawitała także do świata biznesu. 

      – W ciągu ostatnich dwóch lat pojawił się trend aktywizacji pracowników przez firmy. Otrzymujemy coraz więcej zapytań od korporacji, które wykupują profesjonalne treningi dla osób przygotowujących się do biegów, często charytatywnych, lub chcących rozpocząć swoją przygodę z bieganiem – dodaje Zielińska. 

      W Polsce biegają niemal wszyscy, bez względu na status społeczny i wiek. Najmniej aktywną grupą stanowią seniorzy, wśród których panuje błędne przekonanie, że aktywność fizyczna już im nie przystoi. Być może wkrótce i ta grupa dołączy do fanów biegania, gdyż okazji do zmiany swojego nastawienia nie brakuje. 

TRENING ŚWIADOMOŚCI

Weronika Zielińska wraz z narzeczonym i współzałożycielem klubu dla biegaczy 12tri.pl  Michałem Rachwałem w każdą niedzielę organizują w warszawskich Łazienkach półtoragodzinne treningi biegowe. Te odbywają się za darmo, jednak para ma w ofercie także treningi płatne: indywidualne, funkcjonalne (wzmacniające) oraz firmowe (wykupowane przez spółki). Ponadto założyciele oferują rozpisanie planu treningów. Chętnych nie brakuje, bo społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, że dobre przygotowanie do sportu nie tylko zwiększa szansę na wyniki, lecz także pozwala czerpać ze sportu korzyści, bez  kontuzji. 

      – Dziś nie wystarczy już wstać i pobiec. Większość z nas prowadzi siedzący tryb życia, co powoduje, że nasze ciała są ponapinane, a mięśnie przykurczone, przez co nie mamy już tak sprawnego aparatu ruchu jak nasi przodkowie. Bieganie więc nie jest już dla nas najprostszą formą ruchu i podczas uprawiania tej aktywności powielamy błędne wzorce ruchowe i napinamy coraz mocniej mięśnie, które powinny być rozluźnione. Naszym zadaniem jest podnoszenie świadomość ruchu, korygowanie nieprawidłowej techniki oraz wzmacnianie mięśni, co pozwoli uczestnikom utrzymać aktywność przez całe życie, a nie tylko podczas krótkiego epizodu z bieganiem  – wyjaśnia Weronika Zielińska.  

      Treningi są dostosowane do sezonu oraz możliwości uczestników. Większość osób, która pojawia się na treningach, planuje jednak start w długodystansowych zawodach lub chce poprawić swoje wyniki. 

      Zwykle treningi trwają od jednej do półtorej godziny. Na początku każdego z nich odbywa się wspólna rozgrzewka i krótki bieg. Następnie trenerzy dobierają akcenty według potrzeb danej grupy.

Na koniec każdego treningu odbywa się rozciąganie, czyli część, przed którą biegacze często uciekają, gdyż zwłaszcza na początku potrafi być bardzo bolesna.  

–    Na treningu biegacz otrzymuje kompleksową informację o sobie, o swoich mocnych i słabych stronach, punktach, nad którymi powinien pracować. To pozwala mu precyzyjniej pracować nad sobą i wyeliminować błędy także podczas samodzielnych treningów – zaznacza Zielińska. 

      Treningi biegowe zwykle odbywają się na dworze – w parkach lub na ogólnodostępnych stadionach, przez co organizatorzy nie muszą ponosić kosztów wynajmu sali. Wyjątkiem są treningi funkcjonalne, które odbywają się w pomieszczeniach z użyciem różnorakich sprzętów. Wówczas założyciele 12tri.pl pokrywają ten koszt z karnetów miesięcznych lub jednorazowych. Największym wydatkiem przy zakładaniu działalności jest skompletowanie sprzętu potrzebnego do treningów: kettli, drabinek koordynacyjnych, taśm TRX, piłek swiss ball, czy mat do jogi.  

WŁASNA MARKA 

Teoretycznie trenerem biegania może zostać każdy, jednak nie każdy zdobędzie taką renomę jak Weronika Zielińska. Za jej sukcesem nie stoi tylko pasja do biegania. Założycielka klubu 12tri.pl ma za sobą solidne wykształcenie sportowe – jest trenerem drugiej klasy lekkiej atletyki, 12 lat zawodowego biegania oraz kilka prestiżowych medali (mistrzostw Polski w biegu na 400 m przez płotki i sztafetach 4 x 100 m i 4 x 400 m). Jej narzeczony jest instruktorem lekkiej atletyki oraz instruktorem samoobrony z wieloletnim doświadczeniem. Od 20 lat prowadzi treningi aikido i samoobrony. – Myślę, że wykształcenie sportowe to sekret popularności naszych treningów. Przekazujemy biegaczom wiedzę, której nie wyczytają z książek czy internetu. W bieganiu kluczowe są szczegóły, np. ułożenie stóp, solidne rozciąganie. Na naszych treningach tego nie brakuje, dlatego uczestnicy wracają po więcej – mówi Zielińska. 

      Wielu biegaczy trafia pod skrzydła 12tri.pl z polecenia znajomych lub za sprawą Facebooka. Założyciele prowadzą bowiem bardzo aktywne działania w mediach społecznościowych, zarówno na profilu klubu, jak na własnych fanpage’ach. To właśnie duża widoczność w social mediach przyczyniła się do wyboru Weroniki Zielińskiej na ambasadora przez firmę Asics. Aktywność w social mediach oraz bycie twarzą znanej marki pomagają także w nawiązywaniu współpracy z prywatnymi firmami. Do tej pory założyciele 12tri.pl współpracowali lub współpracują z PZU, Alior Bank, T-Mobile, Get It i Centralnym Ośrodkiem Informatyki. Prowadzili także treningi biegowe we współpracy z WOSiR i Polska Biega, a także dzielnicą Bielany i dzielnicą Ursynów. 

      – Wszystkie firmy, z którymi dotychczas współpracowaliśmy, zgłosiły się do nas z własnej inicjatywy – z polecenia lub zauważyły gdzieś naszą działalność. Tylko raz startowaliśmy w przetargu, który zresztą wygraliśmy – wspomina Weronika Zielińska. 

      Współpraca z firmami często ma charakter długofalowy i obejmuje przygotowanie pracowników do sezonu lub zawodów. Koszt jednorazowego treningu firmowego to 250 zł. 

ZABIEGANY OBÓZ

W ofercie klubu 12tri.pl prócz treningów znajdują się także obozy biegowe. Uczestniczą w nich całe rodziny, gdyż organizatorzy zapewniają opiekę nad dziećmi podczas treningów rodziców. Obozy odbywają się trzy razy w roku – na majówkę, sylwestra i w okresie wakacji. Zwykle uczestniczy w nich od 30 do 50 osób, z czego większość aktywnie bierze udział w treningach. Podobnie jak tradycyjne treningi z oferty, także te na obozach są dostosowane do umiejętności uczestników. Są trzy stopnie zaawansowanie i prowadzi je trzech trenerów – organizatorzy plus jeden trener zewnętrzny. Koszt siedmiodniowego obozu wynosi około 1,5 tys. zł. Sezon biegowy już się rozpoczął, co oznacza, że zainteresowanie treningami biegowymi w najbliższym czasie na pewno wzrośnie. To idealny czas do rozpoczęcia własnej działalności i budowania renomy na rynku. Doświadczeni biegacze z pewnością będą mieli łatwiej. W biznesie bowiem jak na treningach – na sukces trzeba pracować latami..

KLUB FITNESS - zarabiaj na sporcie 

Z prowadzeniem klubu fitness jest jak z budowaniem kondycji – trzeba się napracować, żeby zobaczyć efekty. Warto mieć też dobrego trenera, bo w przeciwnym razie zamiast osiągnąć sukces, można nabawić się kontuzji.

 Łukasz Dojka wyjechał z rodzicami do Stanów Zjednoczonych, gdy miał 16 lat. Już wówczas interesował się kulturystyką. Przez rok trenował samodzielnie w piwnicy w domu. – Byłem najniższy i najchudszy w klasie. Trenowałem, żeby mieć bardziej sportową sylwetkę – wspomina Łukasz Dojka, franczyzodawca sieci klubów Xtreme Fitness Gyms.

      Dorabiał sobie wówczas w sklepie spożywczym, układając towar na półkach. Był pod wrażeniem, jak wyglądają kluby fitness w Stanach Zjednoczonych i za cel postawił sobie, że zdobędzie w jednej z nich pracę. – Odważnie podszedłem do menedżera siłowni i zapytałem, czy znajdzie się u niego dla mnie jakaś praca. Wówczas jeszcze nie mówiłem nawet płynnie po angielsku. Dał mi szansę. Zaczynałem od utrzymywania porządku w lokalu, odkładałem ciężary, hantle na miejsce. A po skończonej pracy – trenowałem w profesjonalnym miejscu – opowiada Łukasz Dojka.

      Sytuacja zmieniła się, gdy klub będący częścią dużej sieci odwiedził jej właściciel. – Miałem okazję wówczas z nim porozmawiać. I to był pierwszy raz, kiedy pomyślałem, że też chciałbym mieć własną sieć klubów fitness – wspomina.

      Na początek Łukasz Dojka zrobił kurs trenerski i zaczął sprzedawać pakiety treningów personalnych. Podpatrywał najlepszych, jeździł na szkolenia, uczył się angielskiego. I szybko się okazało, że jest bardzo dużo chętnych na jego treningi. – Tylko że o ile lubiłem sprzedawać pakiety, to trenować już dużo mniej. Podopieczni chcą mieć szybkie efekty, a nie tędy droga. Dlatego wolałem skupić się na sprzedawaniu. Szło mi to naprawdę dobrze – mówi Łukasz Dojka.

      Ze Stanów Zjednoczonych franczyzodawca Xtreme Fitness przeniósł się do Londynu, gdzie zaproponowano mu pracę sprzedawcy w klubie fitness. Wówczas zastanawiał się, czy nie otworzyć już własnego, w rodzinnym kraju, ale uznał, że to zbyt wcześnie. Polska dopiero wchodziła do Unii Europejskiej. Praca w londyńskim klubie owocowała w sukcesy, Dojka szybko awansował ze szczebla na szczebel. Zarabiał nieźle i inwestował w nieruchomości. Ale z tyłu głowy wciąż miał plan otwarcia własnego klubu fitness.

      – Aż w końcu pomógł mi przypadek. Byłem akurat z rodziną na wakacjach w Polsce w Tarnowie i jadąc na lotnisko, zauważyłem ogłoszenie: „wynajmę lokal”. Lokal znajdował się w atrakcyjnym miejscu, przy głównej ulicy. Niemal idealny, choć nieduży bo miał zaledwie 300 m2. Na dodatek czynsz był atrakcyjny. Blisko było duże osiedle – opowiada Łukasz Dojka.Podpisał umowę najmu. Kupił sprzęt do klubu. Zatrudnił sąsiadów, kuzynów, bo wiedział, że przez krótki czas będzie musiał prowadzić biznes zdalnie. Zależało mu więc na osobach, którym może zaufać. To był 2012 rok. Klub szybko zyskiwał na popularności. Wyróżniał się na tle konkurencji. Większość działała tylko do godziny 18.00, Xtreme Fitness od 6.00 do 23.00. Poza tym miał bardzo konkurencyjną cenę karnetu open – raptem kilkadziesiąt złotych.

      – Skoro pomysł wypalił, to szybko postanowiłem otworzyć kolejny klub w Tarnowie, a następny w Nowym Sączu. A w głowie już zaczęła kiełkować myśl o budowie sieci klubów fitness. Ale potrzebowałem mieć do tego projektu wspólnika – opowiadał Łukasz Dojka.

      Zaproponował współpracę swojemu koledze ze szkolnej ławy, Łukaszowi Nowakowskiemu, bo wiedział, że jest on bardzo dobry w finansach. Udało im się dogadać i razem rozpoczęli budowę sieci klubów Xtreme Fitness. Otworzyli osiem placówek i uznali, że nadszedł czas na rozwój poprzez franczyzę. Łukasz Dojka oprócz prowadzenia biznesu, sam trenował kulturystykę i brał udział w zawodach. Miał też swoich podopiecznych i właśnie to jeden z nich został pierwszym franczyzobiorcą firmy. – Wraz z kolegą otworzył klub Xtreme Fitness w Wadowicach. Osiągnęli bardzo duży sukces, właśnie przymierzają się do otwarcia czwartej placówki – zapewnia Łukasz Dojka. 

      Do współpracy z drugim franczyzobiorcą Dojka i Nowakowski podeszli z dużą ostrożnością. Był to doświadczony przedsiębiorca, ale spoza branży fitness. Obawiali się, czy sobie poradzi. Niepotrzebnie. Mimo że wcześniej działał w branży budowlanej, zaczął się szkolić, był bardzo zaangażowany. Dziś prowadzi już dwa kluby fitness i myśli o inwestycji w kolejny.  Franczyzodawcy twierdzą, że na sukces klubów Xtreme Fitness składa się własny system zarządzania, niska cena karnetu open i niskie koszty otwarcia oraz prowadzenia biznesu.

      – Pracowałem w wielu klubach fitness i miałam okazję sprawdzić w praktyce kilkanaście systemów do ich zarządzania. Żaden nie był idealny. Dlatego stworzyłem własny, który ciągle udoskonalamy. Wszelkie zmiany najpierw wprowadzamy we własnych klubach, a dopiero gdy jesteśmy pewni nowych rozwiązań, rekomendujemy ich wdrożenie naszym franczyzobiorcom – mówi Łukasz Dojka. 

      Kluby Xtreme Fitness otwieramy w miastach 20-50 tys. mieszkańców, gdzie raczej trudno spotkać klub sieciowy. W takich miejscowościach dłużej zdobywa się klientów, bo często trzeba najpierw przekonać ludzi w ogóle do aktywności fizycznej. Koszt karnetu open w klubie Xtreme Fitness to 50-70 zł. Niska cena sprawia, że ludzie decydują się spróbować i zazwyczaj zostają na kilka miesięcy. Średnio klubowicz ma aktywny karnet przez 6-7 miesięcy. Największe oblężenie kluby przeżywają jesienią i zimą, latem część osób zawiesza uczestnictwo, bo pogoda sprzyja zażywaniu aktywności fizycznej na powietrzu.

      Łukasz Dojka odważnie patrzy w przyszłość i zapowiada otwarcie 100 klubów fitness w ciągu trzech lat. –  Wyróżnia nas to, że zapewniamy najwyższą jakość usług w bardzo niskiej cenie. Jesteśmy siecią obsługową, w której ceny karnetów równają się cenom klubu samoobsługowego. Wchodzimy w interakcję z naszymi klientami, chcemy pomagać im w osiąganiu swoich celów fitness. Dysponujemy ponadto dobrym sprzętem, rozmieszczonym tak, aby maksymalnie wykorzystać każdy metr kwadratowy powierzchni klubu, dzięki czemu mamy niskie koszty utrzymania. Ponadto nasi klubowicze mają możliwość korzystania ze wszystkich klubów Xtreme Fitness Gyms bez dodatkowych opłat – mówi Łukasz Dojka. 

      Potencjalny franczyzobiorca marki musi być przede wszystkim gotowy całkowicie zaangażować się w prowadzenie biznesu. Znalezieniem lokalu oraz negocjacją najkorzystniejszych warunków najmu zajmuje się franczyzodawca. Zapewnia on również pomoc w wykończeniu wnętrza klubu, zgodnie ze standardami sieci, oraz przystosowanie go do użytkowania. Franczyzodawca szacuje koszty inwestycji, analizuje strategię konkurencji, opracowuje strukturę karnetów, ustalając najkorzystniejsze ceny, przygotowuje pla marketingowy oraz kampanię przedsprzedażową i szereg szkoleń. 

      Wstępna opłata franczyzowa wynosi 60 tys. zł netto. W trakcie współpracy franczyzodawca pobiera opłatę bieżącą w wysokości 5 proc. od obrotu oraz 5 zł od każdego metra kwadratowego lokalu. Opłaty te naliczane są dopiero po otwarciu klubu. Łączna kwota inwestycji, która potrzebna jest na otwarcie klubu fitness, wynosi od 400-600 tys. zł. Możliwe jest finansowanie części inwestycji leasingiem lub kredytem. Dział finansów Xtreme Fitness analizuje zdolności kredytowe i odpowiada na pytania związane z tą opcją. Franczyzodawca twierdzi, że przez pierwszy rok trzeba cierpliwie zdobywać klientelę, choć od pierwszych kilku miesięcy kluby zaczynają być rentowne. W drugim roku prowadzenia biznesu można już liczyć na mniej więcej 200 tys. zł dochodu. W trzecim roku kluby Xtreme Fitness zazwyczaj generują 20-30 tys. zł zysku miesięcznie.

      Większość franczyzobiorców marki to osoby, które wcześniej nie były zawodowo związane z branżą fitness. Zazwyczaj są one aktywne fizycznie, lubią trenować. – Najlepiej, jeśli przedsiębiorca sam przypilnuje klubu i będzie pracował w nim jako menedżer. Tak rekomendujemy. Ale to nie znaczy, że zamykamy się na współpracę z innymi osobami. Każdego jesteśmy w stanie nauczyć, jak otworzyć i z sukcesem prowadzić klub fitness – zapewnia Łukasz Dojka. Obecnie działają 24 kluby Xtreme Fitness, ale franczyzodawca jest w trakcie otwierania kolejnych kilkunastu.      

SZKOŁA AKROBATYKI DLA DZIECI

Rynek szkół tańca jest już mocno nasycony. Kids Studio postawiło na inny obszar – gimnastykę i akrobatykę dla dzieci. Czy było warto?

Na polskim rynku nie brakuje szkół tańca, które zapraszają osoby w każdym wieku, niezależnie od płci, i mają w ofercie pełen przekrój stylów. Boom na taniec wywołała pierwsza edycja „Tańca z gwiazdami” oraz stołeczna działalność Augustina Egurroli, który otworzył w Warszawie kilka szkół w nowym formacie. 

      Siedem lat temu własną szkołę uruchomił również Jarosław Tomczewski, wieloletni instruktor tańca, który wyszkolił niejednego mistrza w tańcu nowoczesnym. 

      – To był dobry moment na otwieranie takiej działalności. Obecnie rynek szkół tańca jest już mocno nasycony i bez dobrego wyróżnika oraz znanej twarzy wejście w ten biznes jest bardzo ryzykowne – mówi Jarosław Tomczewski.

      Jego Lejdis Studio, działające również w modelu franczyzowym, specjalizuje się w Pole Dance, czyli tańcu na rurze, choć oferuje również innego rodzaju zajęcia taneczne i fittnesowe. 

      – To oferta skierowana głównie do kobiet, również tych, które mają dzieci. Nasze klientki, z których wiele jest matkami, coraz częściej pytały o ofertę zajęć dla dzieci. Dlatego postanowiłem stworzyć miejsce skierowane właśnie do najmłodszych – opowiada Jarosław Tomczewski. Przy tym doszedł on do wniosku, że to dobra okazja, żeby pójść w nieco innym kierunku. 

      – Możliwości rozwoju tylko w tańcu się kończą. Ten rynek się już nasycił. Zauważyliśmy jednak, że w Polsce niewiele jest miejsc skierowanych stricte do dzieci, które rozwijają ich aktywność fizyczną za pomocą akrobatyki i gimnastyki. Postanowiłem zagospodarować tę niszę – opowiada Jarosław Tomczewski.

      Pierwsze Kids Studio powstało dwa lata temu. Dzisiaj funkcjonują dwie placówki własne firmy w Zgierzu oraz Łodzi. 

      – Nie planowaliśmy, przynajmniej na początku, uruchamiania placówek franczyzowych Kids Studio, ale szybko zaczęły do nas spływać pytania od osób, które chciałyby otworzyć biznes pod tą marką w innych miastach. To nas zmotywowało do opracowania oferty franczyzowej – mówi Jarosław Tomczewski. 

      Obecnie działają dwa franczyzowe lokale Kids Studio – w Częstochowie i Gdyni. Jeszcze w tym roku ruszy co najmniej jedna placówka. Ponadto firma prowadzi rozmowy z wieloma zainteresowanymi, z różnych miast. 

      Kids Studia działają przy szkołach Lejdis Studio. Dzięki temu tańczące mamy, w czasie swoich zajęć mogą posłać pociechę na lekcję dopasowaną do jej zainteresowań i wieku w tej samej lokalizacji. 

      – Wiele lokali Kids Studio właśnie tak działa, ale równie dobrze mogą być otwierane niezależnie – mówi Jarosław Tomczewski.  

GIMNASTYKA, AKROBATYKA I TANIEC

Kids Studio jest skierowane do dzieci i młodzieży. Przy tym w zajęciach mogą brać udział już czterolatki. 

      – Stawiamy przede wszystkim na gimnastykę i akrobatykę, ale nie zamykamy się na taniec. Jeżeli dzieci chcą się uczyć dowolnego stylu, dysponujemy odpowiednio wyszkoloną kadrą – mówi Jarosław Tomczewski. 

      Tłumaczy on, że silnym wyróżnikiem Kids Studio na rynku szkół tańca jest właśnie bogata oferta zajęć gimnastycznych i tanecznych. Dodaje, że idea konceptu to zadbanie o kompleksowy rozwój fizyczny dzieci.

      – Zależy nam, żeby dzieci pokochały sport i uczyniły z niego nawyk na całe życie. Staramy się, żeby zajęcia były dobrą zabawą, a nie przykrym obowiązkiem. Dlatego też odpowiednio dobieramy kadrę instruktorską tak, żeby były to osoby, które mają doświadczenie w pracy z najmłodszymi – tłumaczy Jarosław Tomczewski.

BIZNES DLA KAŻDEGO

Nie oznacza to jednak, że franczyzobiorcy Kids Studio muszą być instruktorami tańca czy gimnastyki. Wystarczy osobiste zaangażowanie w firmę, podstawowa wiedza na temat prowadzenia działalności, umiejętność pracy z ludźmi oraz zaangażowanie i konsekwencja. 

      – Taki biznes otworzyć może właściwie każdy, niezależnie o tego, czy ma doświadczenie w tej branży, czy nie. Pomagamy w doborze odpowiednich instruktorów, mamy bazę osób, które można na takie stanowiska zatrudnić i szkolimy tych, którzy chcą prowadzić zajęcia w Kids Studio – zapewnia Jarosław Tomczewski. 

      Aby stać się franczyzobiorcą marki, trzeba mieć od 50 do 100 tys. zł na inwestycję. Jej wysokość w dużej mierze zależy od wielkości lokalu oraz tego, jaką kwotę pochłonie jego przystosowanie. Przy tym odpowiedni lokal to najważniejsze kryterium, którego spełnienie zajmuje potencjalnym franczyzobiorcom najwięcej czasu. 

      – Powinien on być nie tylko odpowiednio dobrze zlokalizowany – w centrum miasta, a w większych miejscowościach tam, gdzie jest dobra komunikacja i miejsca parkingowe, ale także musi mieć odpowiedni metraż i rozłożenie – mówi Jarosław Tomczewski.

      Minimum to 150 m2, z czego przynajmniej 80 m2 powinna mieć sala taneczna. Resztę przestrzeni trzeba zagospodarować na recepcję, szatnię i prysznice. 

      – Chętnych jest sporo i zdarza się, że równocześnie prowadzimy rozmowy z kilkoma kandydatami, którzy w tym samym mieście szukają odpowiedniego lokalu, który musi być przez nas zaakceptowany – tłumaczy Jarosław Tomczewski. 

      Już w trakcie współpracy franczyzobiorca musi opłacić jednorazową opłatę licencyjną rzędu 10 tys. zł. Potem stała miesięczna opłata licencyjna wynosi 1 tys. zł. Do tego dochodzi 250 zł na marketing.  

      Zajęcia dla dzieci odbywają się popołudniami, między 16.30 a 19.30. 

      – Jeśli ktoś prowadzi trzy godziny zajęć przez pięć dni w tygodniu, przy 60 proc. obłożeniu sali, to spokojnie może się z tego biznesu utrzymać. Grupy liczą od 15 do 25 osób, w zależności od wielkości sali i  wieku dzieci. Nie narzucamy ceny zajęć, ale sugerujemy, że powinna mieścić się w przedziale między 15 a 30 zł za godzinę – tłumaczy Jarosław Tomczewski. 

      Ponadto Kids Studio oferuje współpracę partnerską osobom, które mają już szkołę tańca albo klub fitness.

      – Mogą one dołączyć do swojej oferty zajęcia Kids Studio – mówi Jarosław Tomczewski. 

Nie inwestują wtedy w lokal i jego wyposażenie, a ich miesięczna opłata franczyzowa zależy od liczby zajęć, które będą prowadzić w tygodniu. W przypadku czterech godzin w tygodniu opłata wynosi 250 zł, przy maksymalnie ośmiu godzinach rośnie ona do 300 zł. Jeśli ktoś chce prowadzić 10 godzin zajęć tygodniowo, to zapłaci 400 zł, a powyżej 10 godzin opłata wynosi już 500 zł. Umowa jest podpisywana na 12 miesięcy.

      Firma chce też pozycjonować swoje zajęcia jako alternatywę dla lekcji wychowania fizycznego w szkole. Ponadto ma w planach dokładanie wciąż nowych zajęć do swojej oferty. Niedługo flagowy taniec oferowany przez Lejdis Studio może pojawić się w ofercie Kids Studio. 

      – Pole Dance lada chwila może stać się dyscypliną olimpijską, a wtedy wejdą sekcje dziecięce do szkół tańca – mówi Jarosław Tomczewski.                                    

 Wszystkich zainteresowanych założeniem biznesu w sporcie zapraszamy na Targi Franczyza, które odbywają się wiosną w Katowicach a jesienią w Pałacu Kultury w Warszawie.

Małgorzata Ciechanowska, Anna Smolińska, Dominika Pronarska, dziennikarze Franchising.pl

Arkadiusz Słodkowski

Autor Arkadiusz Słodkowski

dziennikarz, amator sportu...amatorskiego

Słowa kluczowe

jak założyć klub fitness , biznes sportowców

Artykuły powiązane